Kazimierz Deyna

Chyba każdy zgodzi się z tym, że Kazimierz Dyna to najlepszy pomocnik w historii polskiej piłki.

Od czasów jego gry w reprezentacji Polski nie mamy drugiego takiego zawodnika i chyba długo go jeszcze mieć nie będziemy. Wielu uważa go z najlepszego polskiego piłkarza w historii i wydaje się, że nie jest to wyrażenie na wyrost. Z pewnością można go z takiego uznać. Był bowiem wirtuozem, który w środku pola nie miał sobie równych. Przypomnijmy, że Kazimierz Deyna zginął śmiercią tragiczną 1 września 1989 roku w wypadku w San Diego.

Oddany Legii

Kazimierz Deyna (ur. 23 października 1947 w Starogardzie Gdańskim, zm. 1 września 1989 w San Diego ) to przede wszystkim Legia Warszawa. Nic dziwnego, że kibice tego klubu wspominają go do dziś i wielokrotnie kręci się im przy tym łezka w oku. Był on bowiem w pełni oddany temu klubowi, w którym spędził dwanaście lat swojej kariery. Warto wspomnieć,że były to czasy,gdy w Polsce nie działał żaden legalny bukmacher a jedyną możliwością typowania meczów była kolektura Totka.Często musiał za to zapłacić, bo zdarzały się mecze, że nawet po pięknych bramkach dla reprezentacji był on wygwizdywany. Wszystko dlatego, że grał dla „Wojskowych” ze stolicy, a Legia była wówczas tak bardzo nielubiana, jak ma to miejsce również i dzisiaj. Wystarczy zauważyć, że w Legii numer 10., z którym grał „Kaka” do dziś jest zastrzeżony.

Poza tym grał także w Manchesterze City oraz San Diego Sockers. Co ciekawe z tą ostatnią drużyną grał również w rozgrywkach halowych, zdobywając trzy razy miano najlepszej drużyny futsalu w USA.

Kariera filmowa

Poza karierą sportową, która była niezwykle udana, Deyna zagrał także w filmie, gdzie wystąpił wraz z wieloma gwiazdami Hollywood. Deyna grał w filmie „Ucieczka do zwycięstwa”, gdzie zagrał na jednym planie z Sylwestrem Stallonem, Michaelem Caine’m i Maxem von Sydowem oraz legendami futbolu – Pele i Bobbym Moore’m.

 

„Wracał z południa, od strony Meksyku, w kierunku domu, znajdującego się na północ w stosunku do centrum San Diego. Jechał białym, starym Dodgem Coltem z 1974 roku, o numerze rejestracyjnym 953 MFCA. Zjeżdżał z Interstate Route 15 przy Miramar Road. Wracał do domu przy 9949 Maya Linda, gdzie kilka tygodni wcześniej się przeprowadził. Mariola pozostawała w ich wspólnym do niedawna domu na Helen James Way, Norbert uczył się w San Francisco” – opisuje historię wypadku Deyny na łamach książki „Deyna” Stefan Szczepłek.

„Na sześciopasmowej autostradzie I-15, na północ od Miramar Road stał samochód ciężarowy Ford F-600, należący do Meksykanina Manuela Vasqueza, zamieszkałego w kalifornijskim San Ysido. Samochód zepsuł się, więc kierowca zostawił go prawidłowo na prawym skrajnym pasie (awaryjnym), zapalił żółte pulsujące światła i poszedł szukać pomocy.
Było już po północy. Ciepło, sucho. Drogę w tym miejscu, w pobliżu skrzyżowania, oświetlały latarnie. Niewielki ruch, żadnych nadzwyczajnych okoliczności. Maksymalna prędkość na tym odcinku drogi wynosiła 55 mil, czyli niecałe 100 km na godzinę. Deyna znacznie tę granicę przekroczył. Może zasnął, może migające miarowo żółte światła ostrzegawcze trucka wziął za jakieś inne. Jechał bowiem tak, jakby niczego przed swoim samochodem nie widział. Jedynie pustą, wolną drogę.
Całą siłą jednotonowego Dodge’a uderzył w tył zaparkowanej ciężarówki. Policja nie stwierdziła śladów hamowania. Wóz Deyny wpadł na stojący samochód przodem i prawą stroną. Kazimierz Deyna miał zapięte pasy, ale to mu nie pomogło. Przednia część samochodu została zmiażdżona aż do fotela kierowcy. Kazik nie żył nawet minuty od momentu zderzenia.
Była godzina 1:25 w nocy. Zginął na miejscu. Coroner Charles Kelly napisał w raporcie, że przyczyną śmierci były liczne obrażenia głowy, klatki piersiowej, a w ślad za nimi także i wewnętrzne. Deputy Medical Examiner John W.Eisele sporządził później pięciostronicowy raport, w którym jako cause of death podaje – multiple injuries. Urazy były tak liczne i widoczne, że Deyna pochowany został z zabandażowaną głową” – pisze dalej Stefan Szczepłek.

Kazimierz Deyna
Rate this post

Comments are closed.