Rafał Kurzawa

W zespole Górnika Zabrze Rafał Kurzawa najpierw terminował w zespole Młodej Ekstraklasy.

Kilka kolejek wystarczyło, by o klasie skrzydłowego Górnika Zabrze przekonał się każdy, kto w miarę uważnie śledzi ekstraklasę. Dokładnie czternaście, by za użytecznego dla reprezentacji Polski uznał go Adam Nawałka, który postanowił powołać Kurzawę na mecze z Urugwajem i Meksykiem.

Nie oszukujmy się – powołanie dla lidera zespołu przewodzącego ligowej stawce, po prostu musiało przyjść prędzej niż później. Trudno bowiem wskazać wśród dotychczasowych reprezentantów gracza, który ze stojącej piłki potrafiłby tak dokładnie dorzucić w pole karne lewą nogą.

 

Występował tam z Łukaszem Skorupskim czy Bartoszem Kopaczem, żeby w wieku 19 lat trafić do drugoligowego Energetyka ROW Rybnik. Z rybnicką jedenastką awansował do I ligi, żeby zimą 2014 roku, razem z trenerem Ryszardem Wieczorkiem, przenieść się do Górnika i zadebiutować w ekstraklasie, w której teraz jest jedną z największych gwiazd.

– To dar od Boga, on się już z tym urodził – mówi były trener Rafała Kurzawy Jacek Falszewski, o zegarmistrzowskich i precyzyjnych podaniach swojego byłego podopiecznego.

 

Rafał Kurzawa

Wydana rok temu z okazji 40-lecia Kaliskiego ZPN-u monografia tej części piłkarskiej Polski, wymienia tylko pięciu reprezentantów kraju, pochodzących z tego regionu. Być może wkrótce doczeka się on kolejnego kadrowicza. Adam Nawałka już w piątek ogłosi nazwiska piłkarzy z ekstraklasy, którzy dołączą do tych z lig zagranicznych, wezwanych „pod broń” na eliminacyjne mecze z Armenią i Czarnogórą. Czy wśród nominowanych znajdzie się również Rafał Kurzawa?

– Ech, marzy mi się Rafał, dorzucający piłkę z rzutu wolnego czy rożnego na głowę Roberta Lewandowskiego… – wzdycha Jacek Falszewski.

To jeden z najważniejszych trenerów w karierze 24-latka z małej wioski Świba, położonej między Kępnem a Wieruszowem, na granicy Wielkopolski i Łódzkiego.

Małe wielkie Marcinki

Przez pięć lat dzisiejszy „król asyst” z Roosevelta był jego zawodnikiem w ekipie Marcinków Kępno. To maleńki klubu (– Nasz roczny budżet to tylko 200 tys. zł – mówi nasz rozmówca), który – mimo ledwie 16-letniej historii – wychował już dla ekstraklasy Patryka Tuszyńskiego, Kamila Drygasa i Kurzawę właśnie. Pojawiali się w kępińskiej szkółce co dwa lata, więc ćwiczyli w różnych grupach wiekowych, ale znają się dobrze. Tradycją Marcinków jest coroczny „zjazd absolwentów”, który zbliża do siebie byłych zawodników tego klubu, niezależnie od rocznika i szczebla rozgrywek, na którym grają.

„Drygi dobry, my zagraliśmy słabo, ale widocznie tak miało być” – trener Falszewski przytacza treść SMS-a, który zabrzanin wysłał mu po sobotnim zwycięskim meczu Górnika z Pogonią (w ekipie szczecińskiej zagrał właśnie Drygas).

Przez chwilę zastanawia się, czy Rafał nie będzie mieć do niego żalu o tę „zdradę”. – Bo wie pan doskonale, że to strasznie skromny chłopak. Nie lubi szumu wokół siebie… – przypomina. To akurat wiemy: namówienie Rafała na kilka oficjalnych zdań przed kamerą czy do mikrofonu graniczy z cudem, choć przecież prywatnie – przy wyłączonych światłach i dyktafonach – o piłce mówi ze swadą i mądrze. – Ale zawsze był taki cichy, nieszukający rozgłosu – podkreśla Jacek Falszewski.

 

Został w butach

Do początków przygody z piłką dzisiejszego lidera zabrzan przyjdzie nam na pewno wracać jeszcze wielokrotnie. Dziś szukamy odpowiedzi na pytanie, skąd u niego tak fantastyczna lewa noga, którą zalicza kolejne asysty. I… takiej „rozumowej” nie znajdujemy. – To dar od Boga, on się już z tym urodził – podkreśla trener Falszewski.

Oczywiście na każdych zajęciach tę umiejętność u podopiecznego doskonalił, ale skalę talentu pokazuje pewne zdarzenie sprzed 8-9 lat. – Na nasze zgrupowanie przyjechał Stefan Majewski. W ramach pokazowego treningu zrobił moim zawodnikom lekcję strzałów prostym podbiciem. Niemal wszystkim przychodziło to z trudem, więc ostatecznie… kazał chłopakom zdjąć buty, bo do takiego uderzenia bosą stopę ułożyć łatwiej. Rafał był jedynym, który tych butów zdejmować nie musiał; od początku robił to tak, jak należy – mówi szkoleniowiec z Kępna.

Trener Becher odkrywa kolejny talent

Traf chciał, że w tym okresie do Kępna na obozy przyjeżdżali juniorzy MSPN Górnik, pod okiem Mariana Bechera. Po którymś sparingu z Marcinkami zasłużony trener… postanowił zabrać do Zabrza kilku kępińskich graczy. Wkrótce jednak nastąpiły przy Roosevelta zmiany organizacyjne i okazało się, że na tak liczną grupę nie ma środków.

– Rafał Kurzawa trafił do Górnika dzięki Marianowi, który jeździł tam na obozy i rozgrywał mecze. Dzięki temu udało się sprowadzić zawodników stamtąd do nas – tłumaczy Tomasz Fatyga, były prezes MSPN Górnik. – Do Zabrza trafił wtedy nie tylko Rafał, ale też Fabian Piasecki. Był nawet temat innego z graczy Marcinków Kamila Drygasa, ale ten przeszedł wcześniej do Lecha – opowiada Marian Becher.

Doświadczony trener odkrył dla Górnika niejeden talent. Tak też jest w przypadku Kurzawy. – Miałem tam z prezesem, a jednocześnie trenerem z Kępna świetne układy, stąd regularne kontakty. Mimo, że to klub z Wielkopolski, to oni tam bardziej byli za Górnikiem, niż za Lechem. Mieli świetny rocznik, z którego mogło do nas trafić z ośmiu chłopaków. Ostatecznie trafił do nas, do MSPN najpierw Fabian, a potem już do Górnika, który przejmował nasze grupy, Rafał. W jego przypadku sprawa się opóźniła, bo raz, że w grę wchodziła szkoła, a poza tym „mącił” inny klub. Ja w Kępnie spotkałem się z rodzicami, wyjaśniłem, jak wszystko ma wyglądać. Potem wszyscy przyjechali do Zabrza. Jak mówię, miało do nas trafić znacznie więcej chłopaków, ale nie wyszło to – wspomina Marian Becher.

Klubem, który „mącił” był Lech. Ostatecznie Kurzawa trafił do Górnika, a zabrzanie z klubem Marcinki Kępno podpisali nawet umowę o współpracy. – Rafał to jest fajny synek i mądry chłopak. I on i Pasecki zawsze powiedzą dzień dobry, porozmawiają, a wielu moich wychowanków, to mnie nawet nie poznaje – mówi z goryczą 67-letni szkoleniowiec.

Czytaj więcej na stronie katowickisport.pl

Rafał Kurzawa
5 (100%) 1 vote

Comments are closed.