STS – główny bukmacher kraju

STS przemeblował polski biznes bukmacherski.

Przejął już ponad połowę legalnego rynku i w tym roku chce zawrzeć zakłady za 1 mld złotych.

Za wszystkim stoi 29-letni Mateusz Juroszek. Kiedy był jeszcze na studiach, pomógł ojcu wyciągnąć firmę z poważnych tarapatów, a dziś kieruje jednym z najszybciej rozwijających się hazardowych przedsięwzięć Europy

– Ludzie zarządzający największymi spółkami bukmacherskimi w Europie działają zazwyczaj na bardzo strategicznym poziomie. Ja za to angażuję się prawie we wszystko. Odpuszczam naprawdę niewiele obszarów – mówi Mateusz Juroszek, który praktycznie wychował się przy STS-ie.

 Jego ojciec Zbigniew Juroszek kontrolę nad firmą przejął w 1999 roku, gdy syn miał 12 lat. Biznesmen, znany głównie jako twórca deweloperskiej grupy Atal, za spółkę zapłacił zaledwie milion złotych. Później Mateusz praktykował tam w każde wakacje. Wtedy poznał całe przedsiębiorstwo. I niebywałe wzrosty, jakie osiąga, składa właśnie na karb tego, że bardzo dba o każdy detal: kontroluje zakłady, pracuje nad ofertą i rozwija technologie, którymi firma nęci graczy.

– Dziś w naszej aplikacji w smartfonie można oglądać legalny streaming z meczów – w ofercie jest m.in. liga hiszpańska, włoska, francuska – i zawierać zakłady w czasie rzeczywistym. Dopóki Kamil Stoch siedzi na belce, wciąż można obstawiać, jak długi skok odda. Tak wygląda współczesna bukmacherka – mówi.

– Siła STS-u wynika z efektywnej kombinacji kilku czynników, m.in. rzetelnie skomponowanych, atrakcyjnych produktów, nowoczesnych technologii, dobrego marketingu i sprawnego procesu decyzyjnego, nad którym czuwa Mateusz Juroszek. Tu dba się o szczegóły i klienci to doceniają – mówi Piotr Rogucki, dyrektor sprzedaży Sportradar, spółki specjalizującej się w dostarczaniu danych i cyfrowych treści firmom bukmacherskim.

Tymczasem pojawia się okazja na jeszcze większy biznes. Rząd uznał, że raz na zawsze chce pozbyć się nielegalnego hazardu z sieci. To jedno z miejsc, gdzie wpływy podatkowe najbardziej wyciekają. Z każdego zakładu 10 proc. powinno trafić do państwowej kasy.

Dla STS-u, rynkowego lidera, to ogromna szansa. Sam Mateusz Juroszek potencjał wzrostu swojego biznesu szacuje na 30–40 proc., ale przygotowany jest też na plan maksimum, prawdziwy exodus klienteli zagranicznych serwisów – systemy STS-u mogą obsłużyć nawet dwa, trzy razy więcej zakładów.

Podczas minionej dekady Juroszek ojciec rozbudowywał firmę, tworząc z niej rynkowego lidera – rozwinął sieć z 20 do 400 punktów. W 2008 roku kontrolę oddał jednak brytyjskiej spółce Stanleybet – za sprzedaż połowy z 66,6 proc. akcji zainkasował 12 mln euro (resztę Anglicy kupili od drugiego mniejszościowego udziałowca). Wówczas Mateusz żył jednak czymś innym.

Nie czując lokalnego rynku, Anglicy dość szybko popsuli sprawnie działającą maszynę: doprowadzili do tego, że w ciągu trzech lat przychody spadły z 316 do 180 mln zł, a spółka zaczęła zbierać 10 mln strat rocznie i popadła w długi. Zbigniew Juroszek jako udziałowiec mniejszościowy chciał się zaangażować w jej naprawę. Był jednak 2009 rok, rynek nieruchomości pogrążył się w kryzysie i senior rodziny musiał skoncentrować się na zarządzaniu Atalem.

– Ojciec poprosił, żebym wszedł do zarządu STS-u. Tyle że byłem na trzecim roku studiów. Co poniedziałek rano musiałem więc jeździć do Katowic, gdzie jest siedziba firmy. Pracę magisterską napisałem w pociągu – wspomina Mateusz Juroszek. Angielscy wspólnicy zdziwili się, że muszą pracować ze studentem, ale zaakceptowali nową sytuację. – Sporo zacząłem jeździć do Anglii. Poznałem, jak funkcjonuje duża międzynarodowa grupa – podsumowuje.

Wówczas zaczęły się też walki korporacyjne między angielskimi wspólnikami STS-u, przez co kontrolny pakiet 66,6 proc. akcji polskiej spółki trafił do komornika. Juroszkowie skorzystali z okazji. W 2011 r. odkupili akcje oraz długi wobec spółki. Wszystko za parę milionów złotych. W odwecie Anglicy wyłączyli STS-owi system informatyczny i firma stanęła. Placówki były zamknięte przez miesiąc. Zrobiło się gorąco, bo właśnie zbliżało się Euro 2012. Ojciec dorzucił kilkanaście milionów na utrzymanie firmy, a Mateusz Juroszek w trybie awaryjnym kupił w Czechach nowy system. STS zaczął przyjmować zakłady na tydzień przed mistrzostwami Europy.

To był moment zwrotny w historii firmy. Euro się udało i mimo przestoju w 2012 roku przychody wzrosły do 196 mln złotych. Wreszcie pojawił się też zysk – prawie 9 mln złotych. Z każdym rokiem zaczęło być coraz lepiej. W 2016 r. przychody sięgnęły 793 mln zł, a zysk 40 mln złotych. Mimo że ta rozmowa odbywa się w marcu, Mateusz Juroszek jest niemal pewny, że w tym roku dobije do miliarda. Wówczas zyski przekroczyły 50 mln złotych.

Biorąc pod uwagę giełdową kapitalizację niemieckiego bet-at-home, który w zeszłym roku przyniósł 32 mln euro zysku, z takim rezultatem STS mógłby liczyć na 1,2 mld zł wyceny. To mniej więcej tyle, ile dziś inwestorzy płacą za Atal. Ogromne przyrosty biznesu STS w ostatnich latach zawdzięcza rozwojowi zakładów internetowych: jego obecny udział w tym segmencie to 56 proc., więcej niż w zakładach stacjonarnych.

Bukmacher nie jest jednak przedsiębiorstwem takim jak każde inne. Tutaj istotnym czynnikiem jest też wynik na grach. STS na własny rachunek przyjmuje zakłady obstawiane przez graczy. A kasa nie zawsze wygrywa. Na przykład pierwszy tydzień marca był kiepski. Dużo strat. W Lidze Mistrzów wygrali pewniacy: Bayern zwyciężył z Arsenalem, Barcelona z PSG, a Real z Napoli. STS poniósł straty. Ale – jak zapewnia Mateusz Juroszek – to normalne w tym biznesie.

– Ważne jest także to, że gracze na stronie internetowej będą informowani, czy zakład zawierają legalnie, czy nie. I jakie konsekwencje im grożą, gdy grają u bukmachera niezarejestrowanego w Polsce (grzywna do 720-krotności stawek i trzy lata więzienia – red.) – mówi Wojciech Michałowski, prezes E-Toto Zakłady Bukmacherskie.

Mateusz Juroszek ocenia, że jeśli system byłby szczelny, mógłby przejąć przede wszystkim graczy amatorów. Tak zwani gracze hardcorowi, którzy niekiedy żyją z obstawiania, znajdą odpowiednie bramki, by dotrzeć do zagranicznych bukmacherów, gdzie gra się bez podatków. Tych jest jednak 15–20 procent. Inną opcją jest zarejestrowanie się w Polsce zagranicznych bukmacherów.

czytaj więcej na stronie Forbes.pl

STS – główny bukmacher kraju
5 (100%) 1 vote

Comments are closed.