Kto trzęsie bukmacherką? Poznajcie historię Haralabosa Voulgarisa

Jego historia jest trochę jak z bajki (lub – jak twierdzą niektórzy – po prostu jest bajką). Oto bowiem 25-letni Voulgaris, tuż po studiach, postanowił zainwestować życiowe oszczędności w bardzo nietypowy sposób.

Uzbierawszy 70 tysięcy dolarów, udał się do kilku lokalnych punktów bukmacherskich, stawiając całą kwotę na to, że Los Angeles Lakers zdobędą mistrzostwo NBA. Płacono 6,5 do 1.

Po sześciu miesiącach oczekiwania, dramatycznym finale konferencji z Portland Trail Blazers i znacznie mniej spektakularnym boju z Indianą Pacers, Kobe Bryant i spółka cieszyli się z tytułu, a Voulgaris odebrał prawie pół miliona dolarów. Był czerwiec 2000 roku.

Koszykówka szybko stała się niemal całym jego życiem. – Nie było tak, że nagle, znikąd, uznałem, że będę typować NBA. Uwielbiam koszykówkę, uwielbiam ją oglądać, dlatego właśnie zacząłem obstawiać akurat tę ligę – tłumaczył kilkanaście lat później na spotkaniu ze studentami MIT. – Początki nie były najlepsze. Zdecydowanie częściej przegrywałem niż wygrywałem. Szybko udało mi się jednak „rozpracować” kilka elementów, odnaleźć pewne prawidłowości. Nauczyłem się rozumieć to, co dzieje się na parkiecie, przewidywać wydarzenia i wyciągać wnioski. Sądzę, że stałem się w tym naprawdę dobry.

Haralabos Voulgaris

Przełomowy okazał się rok 2002. – Bukmacherzy nie mieli pojęcia, co robią. Wszystko było strasznie łatwe. W ciągu zaledwie kilku miesięcy podniosłem minimalną stawkę z 300 do 3000 dolarów. To był jakiś żart – opowiadał.

Terytorium, które regularnie podbijał, to wyniki i sumy punktów po pierwszej połowie. Oddsmakerzy (osoby ustalające kursy; w języku polskim brakuje prostego odpowiednika) nie przywiązywali do tego obszaru większej wagi, bezrefleksyjnie dzieląc rezultaty końcowe przez dwa.

– Zauważyłem pewne prawidłowości w zachowaniu kilku zespołów. Mijały miesiące, a bukmacherzy zupełnie się do tego nie dostosowywali – wspomina z uśmiechem. – Trzech trenerów rozgryzłem perfekcyjnie: Eddiego Jordana, Jerry’ego Sloana i Byrona Scotta. Do tego stopnia, że wiedziałem dokładnie, co zrobią. Zarabianie stało się śmiesznie proste – opowiadał, cytowany w tekście Scotta Edena z ESPN.

Wspomniani szkoleniowcy mieli swoje „wzory postępowania”: w danym momencie, na przykład na początku drugiej kwarty, na określoną ilość czasu zdejmowali z parkietu dwóch swoich najlepszych zawodników, wprowadzając znacznie słabsze zastępstwo. Cierpiała obrona, rywal zdobywał więcej punktów, a wyżej wymienieni rzadko reagowali – ot, kolejny mecz sezonu zasadniczego, „jeszcze będzie czas, żeby odrobić”.

– To było jak marzenie. Miałem nadzieję, że będzie trwać wiecznie.

Nie trwało.

„Każda akcja jest ważna”

Zanim jednak Voulgaris stracił jedną trzecią majątku, wyrósł na jednego z najpotężniejszych i najbardziej poważanych graczy na świecie. Stawiając nawet 80 tysięcy dolarów na wybrany mecz, był wśród tych, po którego ruchach bukmacherzy gotowi byli „przesuwać linię”. Dla przykładu: jeśli na kilka godzin przed spotkaniem wyjściowa, zakładana suma punktów w rywalizacji Chicago Bulls z Utah Jazz wynosiła 205,5, a Haralabos twierdził (i postawił), że padnie ich więcej, próg przesuwał się do 206, a nawet 206,5.

– Uwielbiam grać sumy. Uwielbiam liczyć w trakcie meczu i analizować, czy zdobywane punkty wystarczą do pokrycia mojej linii. Stawiając w ten sposób, wiesz znacznie więcej o tym, kto jest dobry w ataku, kto w obronie, a kto w tym i w tym, aniżeli wtedy, gdy typujesz „tylko” zwycięzcę. Każda akcja jest ważna, na wszystko zwracasz uwagę.

Śledzenie meczów stało się jego pracą. Jak przyznaje, od początku do końca ogląda ich w sezonie około 400. Niemal wszystkie (czyli prawie 1230 w rozgrywkach zasadniczych) włącza na przynajmniej jedną kwartę. Obserwuje, analizuje, wnikliwie uzupełniając bazę danych.

– Dzięki temu, że stawiam, rozumiem ten sport znacznie lepiej. Zauważyłem, że gdy oglądam mecze z odtworzenia, kilka godzin „po” – a robię to bardzo często – zdarza mi się błądzić myślami, skupiać na innych kwestiach. Gdy natomiast w grze są pieniądze, zdolności przyswajania są znacznie większe – wyznał w rozmowie z Davidem Hillem („Bussines Insider”).

Oczywiście nie w każdy oglądany mecz inwestuje. Wszystkie ogląda jednak z jednakową ekscytacją, bo każdy jest czymś w rodzaju materiału szkoleniowego.

– Nie jestem jednak zwykłym kibicem. Przywiązuję znacznie większą wagę do szczegółów niż przeciętny fan koszykówki, skupiając się m.in. na tym, co dzieje się z dala od piłki, przede wszystkim w defensywie. To, a także zdolność przewidywania co dany szkoleniowiec „zrobi” – a nie „co powinien zrobić” – sprawia, że odnoszę sukcesy.

W wieku 30 lat Haralabos Voulgaris był milionerem, stawiającym dziennie około miliona dolarów. Umawiał się z modelkami, podróżował po świecie i żył jak prawdziwy król – wbrew powszechnym wyobrażeniom, traktującym „profesjonalnych graczy” jako typów spod ciemnej gwiazdy. Nigdy nie chował się po piwnicach, nie uciekał przed mafią, nie musiał zmieniać adresu. Nie miał też wielkiego brzucha i tłustego pitbulla pod pachą. Łamał stereotypy.

Pełny artykuł autorstwa Adriana Pudły na sport.tvp.pl

Kto trzęsie bukmacherką? Poznajcie historię Haralabosa Voulgarisa
5 (100%) 1 vote[s]

Comments are closed.